Amerykańska szkoła oskarżona o szpiegowanie uczniów
O tym, że technologia może mieć świetne zastosowanie w edukacji, nie trzeba nikogo przekonywać, dlatego inicjatywy polegające na wypożyczaniu przez szkoły laptopów uczniom można tylko chwalić. Problem zaczyna się, gdy szkoły zaczynają przekraczać swoje kompetencje, wykorzystując do tego rozwiązania technologiczne. Tak zdarzyło się w pewnych amerykańskich szkołach w stanie Pensylwania.
Uczniowie dwóch szkół średnich należących do dystryktu Lower Merian otrzymali na początku roku ponad 1,8 tys. laptopów do używania w domu. Dzięki temu uczniowie mogli mieć dostęp do materiałów szkolnych również po lekcjach. Okazuje się jednak, że laptopy zostały wyposażone w pewną, istotną funkcję, o której nie poinformowano ani uczniów, ani ich rodziców. Otóż każdy laptop miał kamerę, która mogła być zdalnie aktywowana przez techników szkolnych. Słowem, laptopy okazały się istnymi końmi trojańskimi, idealnymi narzędziami do szpiegowania uczniów.
Właśnie o takie szpiegowanie oskarżyli obie szkoły rodzice uczęszczających do nich dzieci. Skąd przekonanie, że szkoła wykorzystywała to narzędzie? Otóż kilka dni temu 15-letni Blake Robbins został oskarżony przez swoich nauczycieli o sprzedawanie w domu narkotyków. Na dowód nauczyciele zaprezentowali mu zdjęcia zrobione właśnie za pomocą kamery z laptopa.
Naturalnie, rodzice chłopaka natychmiast zareagowali. Wspólnie z innymi rodzicami wnieśli przeciwko obu szkołom pozew, twierdząc że ich dzieci były szpiegowane, a “na zdjęciach zrobionych za pomocą kamer znajdują się całe rodziny, często w kompromitujących czy wstydliwych sytuacjach”.
Co na to same szkoły? Kilka dni temu władze dystryktu opublikowały na swojej stronie internetowej list otwarty do rodziców, w którym wyjaśniają, że kamery miały służyć jako narzędzie do lokalizacji komputerów w przypadku zagubienia lub kradzieży. Dystrykt zdecydował się na takie rozwiązanie po tym, jak w ciągu 14 miesięcy zaginęło ponad 40 wydzielonych uczniom laptopów. Superintendent szkół Christopher McGinley twierdzi również, że system, z którego korzystano, umożliwiał tylko robienie zdjęć osoby pracującej na komputerze oraz robienia zrzutów z ekranu. Podobno z tego systemu nie korzystano nigdy poza przypadkami związanymi z bezpieczeństwem. W tej chwili system został zresztą zdezaktywowany.
To jednak nie przekonuje rodziców. Uważają oni, że powinni byli zostać poinformowani o tym elemencie wyposażenia laptopów. Ponadto eksperci zgodnie twierdzą, że do zabezpieczenia komputerów mogły zostać wykorzystane inne, mniej inwazyjne i kontrowersyjne metody, takie jak na przykład GPS. Do dyskusji włączyła się również organizacja zajmująca się walką o przestrzeganie wolności obywatelskich American Civil Liberties Union (ACLU), która uważa, że zastosowanie przez szkoły tego systemu bez porozumienia z rodzicami było nielegalne.
W tej chwili sprawą zajmuje się FBI. Bez względu na to, jak się ona rozwiąże, jedno jest faktem – inwigilowani możemy być już wszędzie.












Dodaj komentarz