“Avatar” Jamesa Camerona – cyfrowa rewolucja w kinie?
Nowy film Jamesa Camerona (Terminator 2, Titanic) zapowiadany jest jako przełomowy. Obraz pt. Avatar, który trafi na ekrany w grudniu, ma według słów twórców wyznaczyć kierunek rozwoju kina rozrywkowego na wiele lat. 20 sierpnia w kinach pojawił się oficjalny zwiastun – już teraz można ocenić, że wizualnie projekt Camerona rzeczywiście podnosi poprzeczkę.
Czy nowy film twórcy Terminatora rzeczywiście da początek nowemu rozdziałowi w historii kina? Trudno powiedzieć. Przyjrzyjmy się niektórym technologicznym nowinkom, których użyto w produkcji.
Obraz powstawał z przerwami od 1996 roku, kiedy to Cameron napisał scenariusz Science Fiction opowiadający o ziemskim żołnierzu, który przenosi swój umysł do ciała kosmity i wtapia się w społeczeństwo podobnych istot, zamieszkujących odległy księżyc – Pandorę. Jednak dopiero niedawno technika animacji komputerowej stała się zaawansowana na tyle, by sprostać wymaganiom reżysera. Był to kluczowy wymóg, gdyż sceny wygenerowane za pomocą komputerów stanowić mają około 60% zawartości filmu. Pozostałe 40 % stanowić mają tradycyjne ujęcia aktorskie. Celem filmowców było osiągnięcie takiego efektu, by widz nie był w stanie domyślić się, co jest jeszcze jest “prawdziwe” a co już “komputerowe”.
W filmie wykorzystana została technologia wirtualnej kamery 3D, którą w dowolny sposób da się przemieszczać po stworzonym na potrzeby filmu trójwymiarowym, cyfrowym środowisku. Uzyskany w ten sposób obraz stereoskopowy symuluje sposób, w jaki odbieramy świat oczami. W kinach przystosowanych do wyświetlania trójwymiarowych filmów (takich jak iMax) daje to złudzenie, iż widz znajduje się w środku akcji.
- To kreacja w czystej postaci – ekscytuje się reżyser mówiąc o wirtualnej technice filmowej. – Nawet jeśli chcesz przesunąć drzewo, górę, niebo lub zmienić porę dnia – masz kontrolę nad wszystkimi elementami.
Sceny aktorskie również nakręcone zostały przy pomocy nowatorskiej, dwuobiektywowej kamery HD zapewniającej wrażenie głębi obrazu.
System rozpoznawania mimiki The Volume, który został użyty przy produkcji, jest bardziej czuły i dokładny niż jakakolwiek użyta wcześniej w filmie technologia digitalizacji ruchu (motion capture). Trójwymiarowe postaci, generowane przez komputer, otrzymały “żywe” twarze aktorów. Dziennikarze, którym jakiś czas temu na specjalnym pokazie zaprezentowano kilkuminutowy fragment Avatara, piali później z zachwytu opowiadając, że kosmici, których podziwiali na ekranie, sprawiali wrażenie całkiem realnych.
![]()
Wszystkie te zapowiedzi rewolucji w kinie i hurra-optymistyczne głosy dziennikarzy i samego reżysera, wyśrubowały oczekiwania fanów. Już teraz mówi się, że kosztujący ponad 230 milionów dolarów film, nie ma szans spełnić wszystkich pokładanych w nim oczekiwań. Tak to już jest, że prawdziwe przełomy następują nagle i bez zapowiedzi. Podnoszą się też głosy, że przy całym epickim rozmachu, strona wizualna wzięła górę nad fabułą. Możemy za to z całą pewnością liczyć na widowiskowy obraz pełen efektów specjalnych i popis wykorzystania komputerowej technologii filmowej. Zwłaszcza, jeżeli tych ponad 150 minut spędzimy w kinie 3D.












z tym filmem kojarzy mi się opowiadanie “Odległy żołnierz” Michalskiej.
a moim zdaniem to dwa zupełnie inne filmy