Farm Town – wieś podbija Facebooka
W zinformatyzowanych, nasyconych elektroniką i narzucających szaleńcze tempo czasach, najpopularniejszą aplikacją na Facebooku (który z kolei jest najpopularniejszym serwisem społecznościowym) została gra przenosząca użytkownika na wieś. Farm Town jest – bardzo uproszczoną – symulacją życia na farmie. Gracz większość czasu spędza spulchniając motyczką ziemię na wirtualnych grządkach, sadząc na nich zboże, owoce lub jarzyny i… czekając cierpliwie, aż dojrzeją.
Klik, klik, klik, klik… wszystkie akcje sprowadzają się do kliknięcia myszką. Posadzenie ziemniaka wymaga dwóch kliknięć. Klik – uśmiechnięty, narysowany w cukierkowym stylu awatarek podchodzi do grządki. Nad jego głową pojawia się pasek postępu, który szybko się zapełnia. To znak, że nasz “ludzik” pracuje. Po sekundzie grządka jest już skopana. Teraz z zasobnika z “nasionami” wybieramy ziemniaka. Klik – kolejne kliknięcie myszką powoduje, że pasek postępu pojawia się znowu. Kolejna sekunda… Ziemniak posadzony. Za 24 godziny czasu rzeczywistego klikniemy na tę grządkę ponownie, by zebrać dojrzałe ziemniaki. Ale to dopiero jedna grządka… do skopania i obsadzenia zostało nam jeszcze 99. A może 199? Klik, klik, klik… Cukierkowy, zielony świat jak z bajki migocze nam przed oczami. W zagrodach drepczą uśmiechnięte krówki, świnki, koniki… Na ganku, przed zlepionym z pikseli małym, białym domkiem, wyleguje się uśmiechnięty, szary kot. Słoneczniki rosną powoli… w tempie 1,38% na godzinę. Ale na targu, po zebraniu dają trzykrotne przebicie cenowe w stosunku do kosztów wyhodowania. I wyglądają tak ładnie i spokojnie… Klik, klik, klik…
Spragnieni kontaktu z naturą, przyklejeni stale do ekranów użytkownicy Facebooka rzucili się na Farm Town jak szarańcza. Od 1 lutego 2009 w grze (dostępnej również poprzez serwis MySpace) zarejestrowało się ponad 14 milionów użytkowników (dane z 27 lipca). Amatorów klikania w wirtualne grządki nie zrażają daleko idące uproszczenia w modelu gry – brak czynników losowych, modelu ekonomicznego, realistycznego odwołania do prawdziwej agrokultury. Całkowicie wystarczającym magnesem okazuje się pogodna grafika, prosty model rozgrywki i możliwość projektowania rozkładu własnej farmy.
Gra zachęca też do nawiązywania znajomości. Specjalne premie i dodatki uaktywniają się, jeżeli nasza farma sąsiaduje z farmami innych graczy. Zatrudnienie kogoś do pomocy przy żniwach, zbiorach czy wykopkach nic nie kosztuje. Przeciwnie – plony zebrane przez osobę trzecią można na targu sprzedać o 25% drożej. A i sam zbierający otrzymuje pieniądze za swoją pracę – tyle, że od systemu, nie zaś od pracodawcy. Taki dziwny, Farmtownowy kapitalizm, który stawia na głowie ekonomię, byleby tylko skłonić graczy do interakcji. Ale wszystko to sprawdza się doskonale. Targowiska w grze zawsze roją się od ludzi szukających ofert pracy. Nawiązywane są znajomości, relacje sąsiedzkie… A wszystko to w otoczeniu bujnej, pikselowej zieleni.
Analityk finansowy Jerome Paradis szacuje, że każdy aktywny użytkownik grze takiej, jak Farm Town przynosi miesięczny zysk rzędu jednego do dwóch dolarów. Nie wszyscy z 14 000 000 graczy, którzy założyli swoje farmy, odwiedzają je w dalszym ciągu. Choć gra nie udostępnia statystyk, to szacuje się, że około 40% graczy pozostaje aktywnych. 5 600 000 tysięcy razy 1 – 2 dolary miesięcznie? To i tak znakomity wynik dla gry, która polega na monotonnym klikaniu w narysowane grządki.
Slashkey – producent Farm Town – najwyraźniej trafił w dziesiątkę, odpowiadając na potrzebę, którą tak trudno zaspokoić w dzisiejszych czasach wielu użytkownikom komputerów. Potrzebę… kontaktu z naturą. Choćby nawet był to kontakt z zielonymi pikselami.












Dodaj komentarz