Kalendarz Audi, czyli reklama i rzeczywistość rozszerzona
O rzeczywistości rozszerzonej (Augmented Reality, AR) mówi się na ogół w futurologicznym kontekście. W zasadzie każda “przepowiednia” tego typu zakłada, że w przyszłości generowana komputerowo rzeczywistość będzie na stałe towarzyszyć nam w życiu codziennym. To będzie miało oczywiście swoje zalety, jak na przykład szybki i łatwy dostęp do wszelkiej informacji; ale niektórzy obawiają się, że takie rozwiązania technologiczne zostaną zagarnięte przede wszystkim przez rynek reklamy, zmieniając najmniejszą czynność w koszmar.
Wbrew pozorom AR nie jest jednak elementem odległej przyszłości, lecz istnieje już od dawna. Znajdziecie ją na przykład w lotnictwie i wojskowości – amerykańska armia eksperymentowała z wyświetlaniem danych na szybie samolotu już podczas II wojny światowej; a z urządzeń nakładających dane na filmowany obraz od dawna korzystają lekarze, architekci, a nawet artyści. Nie są nowością wykorzystujące AR aplikacje na smartfony, jak na przykład AR.Drone, czyli sterowany iPhonem helikopter. Pojawienie się rzeczywistości rozszerzonej w świecie reklamy jest już tylko kwestią czasu.
Pierwsze przebłyski nowego trendu widać już teraz. Weźmy choćby ostatni kalendarz firmowy Audi – niby nic nadzwyczajnego, ot, zwykły zestaw zdjęć z pięknymi krajobrazami. Tyle że jeśli ktoś kupuje jakikolwiek produkt z logo tej firmy, to spodziewa się, że w środku znajdzie coś związanego z samochodami! Pozornie niczego podobnego tutaj nie uświadczy – chyba że pobierze z App Store pewną aplikację na swojego iPhone’a. Właśnie w niej tkwi całe clou tego produktu.
Aplikacja nazywa się Audi AR Calendar i służy do jednego: wzbogacenia obrazu. Po jej włączeniu należy ustawić swój telefon w taki sposób, by na ekranie widoczne było całe zdjęcie. Po kilku sekundach zobaczymy, czego w kalendarzu zabrakło. Można też liczyć na efekty specjalne:
Na razie to tylko ciekawostka, ale bardzo prawdopodobne, że w przyszłości będzie to standard. I chodzi zarówno o możliwości, jakie daje połączenie obrazu komputerowego z rzeczywistością (wystarczy tylko popatrzeć na reklamy typu projection mapping), ale też o interakcję z odbiorcami. Bo który posiadacz telefonu nie pobierze darmowej aplikacji, ujawniając przy tym deweloperowi swoje dane, by zobaczyć, co kryje się za obrazkiem? A że w ten sposób otwiera producentowi jeszcze jeden kanał kontakowy ze sobą? No cóż, w końcu nic nie jest zupełnie za darmo.












będzie matrix – się już zaczyna. może sie tak skończyć że piszą powyżej otoczeni będziemy wirtualną rzeczywistością. dla przykładu: przechodząc wzdłóż jakiejś ściany najpierw otoczeni będziemy widokiem rajskiej plaży a za moment gość będzie zachwalał ofertę biura podróży… i co wy na to??
zajebiste
ciekawe….