“Piractwo” zbyt seksowne?
Niełatwo dziś pracować w przemyśle muzycznym czy filmowym. Choćby nie wiadomo jak drakońskie prawa wprowadzać, jakich zdobyczy technologii nie stosować, wokół szaleją piraci i nie wydaje się, by coś było w stanie ich powstrzymać. Żeby to chociaż była mała garstka wyjętych spod prawa. Ale nie, w XXI wieku każdy może być piratem i wielu z tej możliwości chętnie korzysta. I co gorsza, rzadko uważa, że robi coś złego.
Jak na razie nie udało się znaleźć skutecznego środka na powstrzymanie piractwa. Groźby pomagają tylko w niewielkim stopniu, a prośby… no cóż, który pirat potraktuje serio prośby bogacza? W dodatku piraci zaczynają zakładać swoje partie polityczne, a w Europejskim Parlamencie mają nawet dwóch reprezentantów ze Szwecji.
Jeszcze niedawno pisaliśmy, że być może rozwiązaniem byłaby zmiana polityki wytwórni płytowych i definicji piractwa. To drugie być może nastąpi już wkrótce – ale w dosłownym znaczeniu. Wytwórnie doszły bowiem do wniosku, że problem tkwi… w nazewnictwie. Słowo “piractwo” jest po prostu seksowne i zbyt dobrze się ludziom kojarzy:
- Powinniśmy zmienić to słowo – powiedziała w środę Agnete Haaland szefowa Międzynarodowej Federaci Aktorów – Mnie piractwo kojarzy się z przygodą i przywołuje na myśl Johny’ego Deppa. A wszyscy chcemy być trochę jak Johny Depp. Tymczasem mówimy o przestępstwie. Mówimy o czymś, co sprawia, że ludzie nie mogą się utrzymać z tego, co robią.
Faktycznie, z szacunków Międzynarodowej Izby Handlowej do końca 2015 r. w efekcie działania piratów pracę może stracić 1,2 miliona Europejczyków. Ale czy zmiana nazwy tego przestępstwa na “mniej seksowny” w jakikolwiek sposób rozwiąże ten problem?
Źródło: Ars Technica












Dodaj komentarz